Małe rzeczy a pozwalają dalej pracować

W całym zamieszaniu czy wręcz chaosie w pracy nad nową, polską lewicą pojawiają się czasami zdarzenia, które sprawiają, że robi się trochę cieplej na serduszku i można na następny dzień wstać i dalej dłubać swoją działeczkę. Dla mnie taka była ostatnia sobota, w trakcie której przyszła mi nowa energia i trochę nadziei, że to jednak ma sens.

Przede wszystkim, w ostatnią sobotę byłyśmy z akcją Nie daj się oskubać w Kłodzku. Pogoda dopisała, jak na listopad było ciepło. Ludzi było całkiem sporo i odbiór akcji był jak zawsze pozytywny. W tym wypadku bohaterką akcji została urzędniczka z kłodzkiego ratusza, która była niesamowicie pomocna przy organizacji akcji. Wisząc ze mną na telefonie i przeczesując google maps, przez dobre pół godziny pomagała mi wybrać odpowiednie miejsce, żebyśmy z akcją mogły trafić do jak największej liczby mieszkanek i mieszkańców Kłodzka. Jednak hitem było to, że w momencie kiedy okazało się, że nie ma komu odebrać decyzji o zajęciu terenu pani sama zaproponowała, że ją nam na miejsce w sobotę dowiezie. Oczywiście nie możemy wymagać od urzędniczek_ów pracowania po godzinach, ale taka postawa pokazuje, że obiegowe opinie o pracowni(cz)kach państwowej administracji są, co najmniej przesadzone.

Druga, podnosząca na duchu sytuacja miała swój początek dzień wcześniej i też była związana z „Nie daj się oskubać”. Tak się zdarzyło, że Agnieszka Dziemianowicz-Bąk (członkini Zarządu Krajowego) dwa dni przed akcją rozwieszała nam plakaty na kłodzkich słupach ogłoszeniowych (dlaczego akurat ona to zupełnie inna opowieść :)). Nie omieszkała podzielić się tym na swoim profilu Facebook’owym. Zauważył to dziennikarz z portalu Gazeta Przekrój Gospodarczy i przez katowickie struktury Razem dotarł do mnie. Na bazie informacji ze strony internetowej niedajsieoskubac.pl oraz rozmowy ze mną powstał artykuł o naszej akcji oraz o sytuacji dłużników_czek w Polsce. Artykuł ukazał się na portalu w sobotę dokładnie w momencie, w którym rozdawałyśmy ulotki na kłodzkim targowisku. To pokazuje, że nasza kampania a także nasze szersze działania zarówno na polu politycznych postulatów jak i te polegające na „pracy u podstaw” mają sens i są pożądane przez społeczeństwo.  To niby tylko jeden, krótki artykuł w niszowym portalu gospodarczym, ale pozwala to mieć nadzieję, że jesteśmy faktycznie w stanie wpływać na otaczającą nas rzeczywistość.

Także w sobotę ukazał się artykuł o naszej ostatniej debacie, którego jestem współautorką. Portal hipermisto.com udostępnił nam swoje łamy byśmy mogły się podzielić krótkim sprawozdaniem oraz wnioskami z debaty „Wrocław dla wszystkich”, która odbyła się w ramach cyklu „Razem o Wrocławiu”. Pisałyśmy ten artykuł wraz z radną D.K.. Napisałam wstępny szkic oraz zarys wniosków a ona wypełniła te ramy treścią. W wyniku tej kolaboracji powstał nam całkiem zgrabny artykuł, który dosyć dobrze oddaje przekaz płynący z debaty. Odpowiada on na pytanie: co Wrocław robi, żeby być faktycznie miastem spotkań? Niestety – niewiele. Poza PRowymi kampaniami i okazjonalnymi eventami brak jest realnych działań, które mogłyby poprawić sytuację osób odmiennych kultur, ras czy orientacji.

Na co dzień mamy masę pracy i niewiele powodów do satysfakcji. Nie widać jej końca a przez działania obecnego rządu tej pracy nam jeszcze przybywa. Dlatego takie zdarzenia jak przychylność ludzi, publikowane artykuły o naszych akcjach czy nasze własne są tak ważne. Po tym możemy rozpoznać, że zmierzamy w dobrym kierunku. Dzięki temu możemy działać dalej.

Reklamy

ABC młodej lewicy

Pierwotnie ABC miało oznaczać Absolutny Brak Czasu, bo wszystko co robimy (poza kilkoma wyjątkami) robimy społecznie i po godzinach. Poza pracą i działalnością polityczną zostaje naprawdę niewiele czasu na cokolwiek innego (nawet na prowadzenie bloga, co widać po ilości wpisów w październiku). Nietórzy_re rezygnują z działalności na jakiś czas, żeby podreperować życie osobiste inni_e remodelują je, żeby dostosować się do nowych wyzwań. Tak czy tak, ABC towarzyszy każdemu i każdej w naszym otoczeniu. Jednak w miarę składania tego wpisu w głowie ABC stało się wyznacznikiem tego gdzie ma być i jak ma działać młoda lewica.

Od początku jednak. Moje ABC bierze się z zaangażowania w dwa duże projekty.

Jednym z nich jest akcja Nie daj się oskubać, wymyślona rok temu, do połowy roku przygotowywana a w sierpniu wprowadzona do życia przez wizytę w Wałbczychu. Ostatnio byliśmy także z nią w Oleśnicy. W najbliższym czasie planujemy odwiedzić Kwidzyn (28.10 – przygotowana przez okręg gdański) oraz Kłodzko (04.11). Trzymamy także ręke na pulsie jeśli chodzi o zmiany w prawie w interesującym nas zakresie. Konstrukcja akcji jest dosyć prosta. Polega na informowaniu przez portal internetowy, plakaty oraz ulotki o prawach osób zadłużonych w zetknięciu z firmami windykacyjnymi. W jaki sposób firmy te wykorzystują nieznajomość prawa przez swoich „klientów” można dowiedzieć się z ww. strony.

Drugim projektem, który aktualnie zżera mi większą część siły i czasu jest praca w Radzie Okręgu. Do jej kompetencji należy stworzenie programu na wybory samorządowe. Razem z radną D.K. wymyśliłyśmy, żeby pracować nad zagadnieniami, postulatami do programu w sposób jak najbardziej otwarty i inkluzywny. Wymyśliłyśmy, że najlepszym sposobem do tego będzie organizowanie otwartych debat w interesujących nas dziedzinach z osobami z organizacji zajmujących się tymi dziedzinami. I tak zorganizowałyśmy debatę „edukacyjną” z udziałem profesora z UWr, nauczyciela, rodzica oraz edukatorki antydyskryminacyjnej oraz debatę „równościową” z udziałem przedstwicieli_ek Nomady, Kultury Równości oraz Wrocław Wita Uchodźców, której przedstawiciel jest także członkiem naszego koalicjanta, Partii Zieloni. W tej debacie wzięła udział także Joanna Grzymała-Moszczyńska, członkini Rady Krajowej Partii Razem, psycholożka, współautorka raportu Wspólny Kraków.

Przygotowanie takich debat to, z jednej strony wyzwanie logistyczne a z drugiej wymagające sporego przygotowania merytorycznego. Każda debata ma ograniczony czas, więc możemy się skupić tylko na wycinku problemu. Jednak, żeby wybrać na czym się skupić, musiałyśmy rozpoznać problem w całości, pamiętając o tym, że musi mieć on wymiar lokalny i rozwiązania możliwe do zastosowania lokalnie (wprowadzane przez Radę Miesjką bądź prezydenta_tkę). Całe szczęście mogłyśmy liczyć na wsparcie członków i członkiń naszego okręgu. W przygotowaniach do tych dwóch debat wzięło udział w sumie 18 osób. To z czego jesteśmy naprawdę dumne to to, że udało nam się zachować parytet w zespole przygotowującym (9 kobiet, 9 mężczyzn). Wyszło to nam przypadkiem i okazało się dopiero jak szykowałyśmy listę osób, którym chcemy podziękować.

ABC młodej lewicy to przede wszystkim Absolutny Brak Czasu. Zdarza mi się to opisywać jednym zdaniem: „Mamy już etatowe zajęcia, ale nie mamy jeszcze etatów”. Jestem tym bardziej wdzięczny wszystkim tym, którym jeszcze się chce, jeszcze mają siły i jeszcze „dają rady”. Mam też nadzieję, że po maratonie wyborczym będziemy w innej sytuacji i choć część z nas będzie mogła odpocząć.

Ale…

…ABC młodej lewicy, to także (co widać po tym na co ten czas przeznaczamy) stanie na ulicy i rozmawianie z ludźmi oraz słuchanie ekspertów_ek z dziedzin, którymi chcemy się zajmować a nie skupianie się na sondażach i focusach. To także zaangażowanie jak największej liczby własnych członków i członkiń, żebyśmy wszyscy_tkie mieli_ały poczucie, że robimy coś wspólnie, że robimy coś Razem. I na koniec, choć nie najmniej ważne, dbanie o równość. Dzięki naszej pracy udało nam się stworzyć atmosferę, w której zaangażowanie kobiet jest równe zaangażowaniu mężczyzn.

Słuchajmy ludzi, słuchajmy ekspertów_ek, słuchajmy siebie nawzajem i dbajmy o to, żeby każdy głos miał szansę wybrzmieć. To jest moje ABC młodej lewicy.

Przygotowanie na szybko

We wpisie Przygotowanie do demonstracji rozebrałem na części pierwsze sposób opracowania wystąpienia. Dzisiaj (niedziela 24.09.2017) wystąpiłem publicznie przygotowując się niespełna 20 min.
Miało to miejsce przy okazji Publicznego czytania – Ratujmy Kobiety. Poszedłem tam z myślą, że będę uczestnikiem wydarzenia, ale okazało się, że mogę przeczytać fragment książki Agnieszki Graff “Świat bez kobiet”. Znam ograniczenia swojej dykcji. Wiem, że mam jeszcze wiele pracy przed sobą, ale muszę tu powtórzyć, że najważniejszym treningiem wystąpień publicznych są same wystąpienia. Nie ma na to lepszego sposobu niż stanąć (w tym wypadku usiąść) przed publicznością i po prostu mówić (w tym wypadku czytać).

Samo przygotowanie polegało na jednokrotnym przeczytaniu tekstu (3 str. A4) na głos a następnie kilkukrotnym przeczytaniu go po cichu. Zlokalizowałem fragmenty, które mogły sprawiać mi problemy, żeby wiedzieć kiedy zwolnić tempo czytania oraz fragmenty, które warto było podkreślić czytając je głośniej z uwypuklający dramaturgię pauzami. Pozwoliłem sobie też na jeden zabieg. W fragmencie, który czytałem wszystkie liczby mnogie użyte były w formie męskiej. Wiedziałem, że tekst odnosi się do organizacji kobiecych, więc w trakcie czytania zmieniałem te formy na żeńskie.

Sami oceńcie jak mi poszło.

Stresu dodawał fakt, że występowałem po aktorce Karolinie Micule oraz reżyserze teatralnym Grzegorzu Michale Grecasie. Nie wątpię, że nawet nie doleciałem do tak wysoko zawieszonej poprzeczki, ale mam nadzieję, że mój występ był przynajmniej poprawny.

 

Dlaczego PiSowi nie spada? Edukacja.

Podczas pracy nad debatą o edukacji, w ramach przygotowań wzięliśmy udział w debacie Nowoczesnej w tym samym temacie oraz spotkaniu z Dolnośląskim Kuratorem Oświaty Romanem Kowalczykiem. Były to doświadczenia skrajne, ale na ich bazie można wyciągnąć wnioski i formułować opinie, dlaczego w Polsce jest tak, jak jest.

IMG_20170909_163309

W debacie .N wzięły_li udział: Iwona Dyszkiewicz (Radna Powiatu Wrocławskiego), Jacek Iwancz (dyrektor szkoły) oraz Rebeka Czobor (członkini nowego, neoliberalnego węgierskiego ruchu Momentum). Mimo, że w debacie brali udział praktycy_czki (dyrektor i radna), dyskusja odbywała się na wysokim poziomie ogólności. Mogliśmy posłuchać, że szkoła powinna być wolna od polityki i otwarta światopoglądowo oraz, że powinno się wykorzystywać w niej nowe technologie. Rebeka Czobor powiedziała krótko o pomyśle na edukację: “Musimy zastanowić się, jakiej szkoły chcemy? Elitarnej czy egalitarnej? Należy postawić na szeroki dostęp do edukacji. W Momentum usiedliśmy wspólnie z ekonomistami, byłymi politykami, nauczycielami i pracowaliśmy nad programem dla edukacji”. Nie byłem w stanie wyłuskać z debaty odpowiedzi, co Nowoczesna planuje zrobić z obecnym stanem edukacji i jakie ma pomysły, a nie tylko deklaracje. Jednym z niewielu ogólnych pomysłów, który dało się z dyskusji wyłowić, było poleganie na nauczyciel(k)ach jako ostatnim bastionie obrony przed skutkami reformy. Ciekawe jednak jest to, jak .N wyobraża sobie wspieranie nauczycieli, skoro postuluje niekorzystne zmiany w Karcie Nauczyciela i zapowiada walkę ze związkami zawodowymi w ogóle.

20170911_170852_Film4

Spotkanie z Kuratorem Oświaty było doświadczeniem dosyć dramatycznym. Pomiędzy merytorycznym wkładem o samej reformie mogłyśmy między innymi posłuchać, że Jan III Sobieski uratował Europę przed uchodźcami, że “stara Europa” przekłamuje historię II Wojny Światowej, a Piłsudski jest przedstawiany na zachodzie jako dyktator. Jednak creme de la creme spotkania stanowiły przytyki pod adresem Grzegorza Schetyny z wypowiedzianym dosłownie: “Puknij się człowieku w czoło, bo ta głowa jest pusta”. Mniej więcej w takiej atmosferze mogliśmy posłuchać o tym, jak to Totalna Opozycja nie pozwala demokratycznie wybranemu rządowi rządzić i jedyne, na co ich stać, to donoszenie do Unii Europejskiej.
Jednak bardzo pouczające i tym bardziej przerażające były wypowiedzi odnoszące się bezpośrednio do reformy edukacji. Pomijając takie fragmenty, jak obwinianie niżu demograficznego zamiast reformy za zwolnienia nauczycieli_ek, czy obietnice zatrudnienia obecnych nauczycielek, bo część z nich odejdzie na wcześniejszą emeryturą bawić dzieci urodzone w wyniku 500+, z reszty wykładu wyłonił się dosyć ponury obraz kształtowania młodych umysłów a’la PiS.

Według Romana Kowalczyka uczeń_nnica wychodzacy_a z polskiej szkoły ma mieć “otwarty umysł, czyste ręce i prosty kręgosłup moralny”. Jak Kurator wyobraża sobie otwieranie młodych umysłów patriarchalnym do kości programem, nie udało mi się usłyszeć. Usłyszałem za to, jak według niego ma wyglądać ten “prosty kręgosłup moralny”. Bazując na wypowiedziach odnośnie podstawy programowej nauczania historii możemy zauważyć, że młody Polak (o Polkach nie było ani słowa) ma się uczyć o mężczyznach walczących w kolejnych wojnach i powstaniach, a także o tym, jakie to jest ważne, żeby za ojczyznę umrzeć. Pierwsza część “kursu historycznego” w klasach 4-6 ma opierać się na życiorysach wielkich Polaków (dalej żadnych Polek). Cytując za Kuratorem: “takich jak Mieszko I, Józef Piłsudski czy Jan Paweł II”.

Jednak jest coś, co pokazuje, dlaczego PiS utrzymuje dalej takie wysokie poparcie. Kurator opowiedział o ponad stu spotkaniach ze społecznościami szkolnymi w terenie. Za każdym razem tłumaczył zebranym, że reforma to odwrót od dotychczasowych praktyk, gdzie dzieci lekarzy i prawników szły do dobrych szkół, a nam, reszcie, pozostawały niedofinansowane placówki publiczne. Mówił też, że o każdą szkołę kuratorium walczyło “jak o demokrację”, a w niektórych miejscowościach dopiero wizyta kuratora wymogła konsultacje społeczne, podczas których okazywało się, że szkoły nie trzeba zamykać. Kurator stwierdził, że znalazł, tam w terenie, zrozumienie dla reformy. Nie wydaje mi się, żeby w tym momencie kłamał. Jestem w stanie wyobrazić sobie spotkanie w miejscu nigdy nieodwiedzanym przez żadnego polityka, na którym kurator mówi o poprawie polskiej szkoły, a zebrani mu wierzą. Patrząc na to, jak PO traktowała szkolnictwo przez lata swojego rządzenia, jestem w stanie przyjąć, że ludzie wierzą PiSowi, że to naprawi lub chociaż pogoni tych, którzy do tej pory niemalże śmiali im się w twarz.

Mamy tu z jednej strony Kuratora, który mówi liczbami, datami, spotkaniami i konsultacjami, a z drugiej miałką opozycję, która nie ma żadnych kontrpropozycji. Faktem jest, że polska szkoła od dawna wymaga reformy i dofinansowania. Do tej pory edukacja była w priorytetach rządu tylko wtedy, gdy w koalicji z PiSem był LPR. Przez wszystkie liberalne partie była traktowana jako wydatek, który trzeba wszystkimi sposobami ograniczyć. Nie dziwmy się więc, że PiS dostaje mandat zaufania, kiedy faktycznie “naprawia” polskie szkolnictwo.


To, że celem tej “naprawy” jest wykształcenie pokolenia niezdolnych do refleksji nacjonalistów i uległych, całkowicie poświęconych macierzyństwu kobiet, to temat na zupełnie inny wpis.

Ratujmy młodych informatyków!

Samozwańczy lider Zjednoczonej Opozycji, którego nie można krytykować, bo „kto nie skacze ten za pisem”, obwieścił plan naprawy polskiej gospodarki. W skrócie można go nazwać “pracujmy dłużej, ale płaćmy mniejsze podatki”. O ile jeszcze pomysł zwolnienia z podatku PIT osób po 67 roku życia może ma nawet jakiś sens, to już zwolnienia z ZUS i NFZ młodych pracowników (o ile założą firmę) wydaje się być przynajmniej naiwny.

Wiara w to, że nagle młodzi Polacy zaczną zakładać startupy i staniemy się nową, wschodnioeuropejską doliną krzemową, nie znajduje żadnego potwierdzenia w rzeczywistości. Na co dzień ta propozycja przekształci się w samozatrudnienie ludzi pracujących w firmach i ucieczkę z i tak już niedofinansowanego systemu zdrowotnego i emerytalnego.

Pomysł wydaje się być skierowany do młodej Biurowej Klasy Średniej (BKŚ), która jest w stanie zapewnić sobie prywatną opiekę medyczną (przy wsparciu zakładu pracy) i nie musi się martwić o wysokość zarobków na przyszłość (co mogłoby rzutować na wysokość ich przyszłych emerytur). Młodzi ludzie, pracujący już w tej chwili w dużej mierze na B2B, przywitają takie rozwiązanie z entuzjazmem, ale czy na pewno jest ono w ich interesie? Postępujące uelastycznianie rynku pracy jest drogą donikąd. Brak płatnych urlopów czy chorobowych może się odbić nawet na młodym organizmie, a w przypadku poważnego zachorowania samozatrudniona osoba zostaje całkiem poza systemem (ubezpieczenie zdrowotne w firmie nie obejmuje leczenia nowotworów). Obecny system emerytalny oparty jest na jego powszechności, lecz jego słabość polega na tym, że coraz więcej ludzi z niego ucieka. Jeżeli pozwolimy kolejnej grupie wypisać się z ZUS to ci, teraz młodzi ludzie, mogą żadnej emerytury nie zobaczyć. Pracując na B2B, jest się także pozbawionym wszelkich osłon socjalnych, o przynależności do związku zawodowego nie wspominając. Przedsiębiorca kontrakt z takim_ą samozatrudnionym_ą może rozwiązać z dnia na dzień i młody_a przedsiębiorczyni_ca zostaje na zupełnym lodzie na środku oceanu. Wydaje się, że PO proponuje takie rozwiązanie licząc na przeciągnięcie na swoją stronę przynajmniej część BKŚ, ale zupełnie nie liczy się z długookresowymi skutkami takiego działania.

Nie da się nie zauważyć, że ta propozycja skierowana jest głównie do młodych informatyków_czek, którzy_re już teraz w dużej części pracują w systemie B2B. Pytaniem granicznym jest: czy aby na pewno jest to grupa społeczna, która potrzebuje jakichkolwiek zwolnień z podatków? Nawet jeżeli są to ludzie bardzo młodzi, to nie zarabiają oni źle w porównaniu do innych zawodów. A jeżeli myślimy poważnie o realizacji socjaldemokratycznych postulatów, to musimy otwarcie przyznać, że to jest grupa, która będzie je finansowała. Należy zaznaczyć, że z zyskiem dla siebie, bo usługi publiczne dostarczane prywatnie są droższe od tych dostarczanych przez państwo. Niemniej jednak, to grupie zarabiającej w okolicach średniej podniesiemy podatki. Sam jestem przedstawicielem BKŚ i po wprowadzeniu progresywnego systemu podatkowego wg propozycji Razem będę płacił prawie 1000 zł podatku rocznie więcej (można to przeliczyć w naszym kalkulatorze). I jest to dla mnie jak najbardziej akceptowalne, bo widzę, że tylko w ten sposób, poprzez większą partycypację w kosztach osób zarabiających więcej niż 90% społeczeństwa uda się wprowadzać bardziej socjalną politykę. Każdemu młodemu człowiekowi wchodzącego w dorosłe życie powinno zależeć na tym, żeby wszyscy naokoło, razem z nim/nią samym_ą, płacili podatki. Przecież za chwilę będą szukać mieszkania – przydałoby się wynająć miejskie/gminne zamiast kupować od dewelopera. Możliwe, że po przekroczeniu wieku 25 lat będą chcieli mieć dzieci, więc przyda się żłobek, przedszkole. Bez podatków tego nie będzie. Nie będzie szkół, przedszkoli, dróg, parków, szpitali. Cytując klasyka: „Niczego nie będzie”.

Dlatego, młodzi_de informatycy_czki, podatki to nie jest zło wcielone. Dzięki podatkom i utrzymywanym z nich służbom publicznym macie siatkę bezpieczeństwa, w którą wpadniecie w momencie, w którym się okaże, że wasz “partner w biznesie” postanowi zrezygnować z waszych usług. A jeżeli wam się wydaje, że przecież “ja sobie poradzę”, to zapewniam Was, że życie bardzo szybko weryfikuje taką postawę. Możecie być “millionaires to be”, ale to nie zmienia faktu, że jesteście maksymalnie 6 miesięcy od bezdomności.

Central and East European Agora 2017

Cztery dni zleciały szybciej niż mogłem się spodziewać. Zanim jeszcze wsiądę do pociągu i wrócę do Wrocławia postaram się na szybko i na świeżo opisać moje główne spostrzeżenia, wnioski i pomysły jakie rodziły mi się w głowie podczas wykładów i warsztatów.

cee

„Południe już nie chce być wzorem do naśladowania”

Mniej więcej tak zdanie, wypowiedziane pół-żartem wybrzmiało na jednym z paneli. Nie wynikało ono jednak z poirytowania koleżanek i kolegów z krajów południowych spowodowanego ciągłymi pytaniami co robić, ale raczej troską o powodzenie myśli progresywnych w Europie środkowo-wschodniej. Podstawą socjaldemokracji są wartości: wolność, równość/sprawiedliwość i solidarność. Sposoby aplikacja tych wartości muszą jednak uwzględniać lokalne uwarunkowania. Rozwiązania stosowane np. w Barcelonie wcale nie muszą się przełożyć na te, które możemy wprowadzić we Wrocławiu. Jak najbardziej trzeba korzystać z wiedzy ludzi z południa, ale nie brać ich rozwiązań za ostateczne i pewne. Należy raczej, na podstawie ich doświadczeń wymyślić swoje.

Idźmy w regiony

Taką myśl wypowiedział Ludvig Duregard ze szwedzkiej organizacji Subtopia podczas sesji podsumowującej całe wydarzenia. Spędziliśmy cztery dni na rozmowach o polityce europejskiej, krajowej i bardzo dużo o polityce miejskiej. W niektórych wypowiedziach można było usłyszeć, że to przedstawiciele_ki dużych ośrodków miejskich muszą przyjąć na siebie kreowanie polityki krajowej. To duże miasta są kuźniami idei, pomysłów czy rozwiązań, które jednak nie zawsze znajdą zastosowanie na prowincji. Ludvig zauważył, że większość elektoratu mieszka na prowincji i powinniśmy tam skierować nasze działania. Nie należy jechać tam z gotowymi rozwiązaniami, ale aby tej części elektoratu wysłuchać, starać się zrozumieć i na tej podstawie oraz przy udziale tych społeczności budować socjaldemokratyczne rozwiązania.

Podczas wieczornego, nieformalnego spotkania opowiedziałem Ludvig’owi o naszym pomyśle na wyjście w teren – o akcji “Nie daj się oskubać”. Okazało się, że doświadczenie długów konsumenckich jest wspólne w całej Europie, i że jest to temat, który może być uniwersalnym w każdym europejskim kraju.

Doświadczenie wprowadzania progresywnych rozwiązań w Europie wschodniej jest wspólne

Z kolei rozmawiając z ludźmi z organizacji działających w naszych, wschodnio-europejskich warunkach wyłania się dosyć podobny obraz. Polityka zochydzona społeczeństwu do granic mmożliwości, brak lub szczątkowa partycypacja społeczna, neoliberalna narracja plus wpływy rosyjskie i wzrost znaczenia sił skrajnie prawicowych. Jak to określił Maciej Konieczny – z różnego kształtu puzzli układa się ten sam wzór. Lokalne uwarunkowania są różne, ale stoimy przed bardzo podobnymi wyzwaniami. Nasze wschodnio-europejskie doświadzenia różnią się od doświadczeń starej Europy. Bardzo ważnym jest zbudowanie mostów łączących wszystkie progresywne platformy działające na terenie dawnego bloku wschodniego. Tych doświadczeń nie znajedziemy w Hiszpanii czy Holandii, możemy uczyć się tylko od siebie nawzajem.

Co jeszcze wybrzmiało jako wspólne doświadczenie progresywnych organizacji z centralnej i wschodniej Europy to przymus odcinania się od doświadczeń komunizmu. Zanim w ogóle przejdziemy do rozmowy o socjaldemokratycznych rozwiązaniach musimy udowodnić, że nie jesteśmy fanami Stalina czy Lenina, nie będziemy organizować gułagów ani czynów społecznych.

Warsztat o polityce municypalnej

DIETk8iWsAErM6V

Fotografia pochodzi z tweet’a Piotra Czerniawskigo.

Doświadczenie z współprowadzenia z przedstawicielkami Barcelona en Comu warsztatu o polityce municypalnej jest nie do przecenienia i będzie na pewno jedną z ważniejszych rzeczy jakie wywiozę z Cieszyna.

Spotkałyśmy się wieczorem, dzień wcześniej, żeby omówić w jaki sposób chcemy ten warsztat przeprowadzić. Z uwagi na fakt, że nie zdarzyło mi się do tej pory działać w takiej formie całkowicie polegałem na propozycjach Laury i Yolandy*. Dostałem od nich scenariusz spotkania jakie zazwyczaj przeprowadzają, który zawierał cztery główne punkty: rys historyczny BeC, organizacja wewnętrzna i przygotowanie kampanii oraz stojące przed nami wyzwania. Na podstawie tych ogólnych założeń opracowałem dosyć luźno czym jako członek Razem Wrocław mogę się podzielić. Mając w głowie radę Laury, że informacje, którymi mam zamiar się podzielić mają być jak najbardziej użyteczne dla odbiorców opowiadałem o zagrożeniu wypaleniem przy zbyt dużym obłożeniu pracy, o strukturze Razem we Wrocławiu oraz o sposobie opracowywania lokalnego programu.

Niestety niezbyt dobrze podzieliliśmy czas wystąpień i nie udało nam się przedstawić wszystkich aspektów organizacji politycznego bytu na poziomie miejskim. Nie doszliśmy do przedstawiania strategii politycznych oraz strategii medialnych. 

*Laura Roth i Yolanda Sanchez – przedstawicielki Barcelona en Comu.

Stoimy wszyscy, całą Europą przed naprawdę wielkim wyzwaniem.

Naszym, progresywnych organizacji zadaniem jest odwrócenie trendu, który patrząc na wcześniejsze doświadczenia Europy prowadzi do terroru i wojny. Nie jest to zdanie proste. Nie jestem przekonany czy jeszcze wykonalne, ale alternatywą jest przyglądanie się jak świat, który znamy stacza się w otchłań rasizmu, ksenofobii i mniej lub bardziej brunatnych fantazji. Dzięki takim wydarzeniom jak CEE Agora mamy szansę na spotkanie w gronie, które swoje zadania określa dosyć podobnie – bardziej sprawiedliwa, bardziej równa i solidarna Europa. Mnie osobiście to spotkanie natchnęło nową energią do działania. Nie jesteśmy sami. Są ludzie, którzy już przebyli ścieżkę, którą kroczymy, są i tacy_kie, którzy_re kroczą za nami. Najważniejsze jest, że widać wyraźny, choć jeszcze słaby socjaldemokratyczny trend w polityce centralno- i wschodnio-europejskich krajów.

 

Plan na rok

Możliwe, że ugryzłem więcej niż jestem w stanie przeżuć, ale staram się wyrobić ze wszystkimi obowiązkami jakie na siebie przyjąłem. Przez najbliższe miesiące a najpewniej już do końca kadencji Rady Okręgu będę bardzo zajętą osobą.

  1. Nie daj się oskubać.

To nazwa akcji, którą organizujemy od ponad pół roku. Zaczęło się od rozmowy z kolegą podczas otwarcia razemowego biura we Wrocławiu. Kolega przeszedł właśnie procedurę upadłości konsumenckiej i rozmawialiśmy o jej zawiłości i niskiej dostępności. Dotarliśmy także do tematu firm windykacyjnych, które często bazując na nieznajomości prawa przez swoich klientów działają na jego obrzeżach a czasami nawet je łamią. Z uwagi na to, że ludzi z problemami finansowymi jest w polsce ponad 2 mln uznaliśmy, że jest to temat wart podjęcia.

Powstał pomysł na akcję informacyjną, żeby ludziom przybliżyć ich prawa w zetknięciu z firmami windykacyjnymi. Stworzyliśmy portal internetowy z informacjami o działaniach firm windykacyjnych, przedawnieniach oraz upadłości konsumenckiej. Stworzyliśmy także plakaty reklamujące stronę oraz ulotki z ww. informacjami „w pigułce”.

Untitled

Mamy zamiar odwiedzać miasta i miejscowości z kampanią informacyjną i rozmawiać z ludźmi na ulicach o ich problemach nie tylko związanych z finansami, ale mamy nadzieję wciągać w dyskusję o tym jak nasze państwo powinno być zorganizowane. Średnie zadłużenie, o którym mówimy to 14 tys. zł, czyli nie są to kredyty mieszkaniowe, ale pieniądze pożyczane na to, żeby „dociągnąć do pierwszego”. Często są to długi za usługi medyczne, wyprawki do szkoły czy losowe, niespodziewane wydatki. Przy państwie tak wycofanym ze sfery publicznej jak nasze zostawiamy swoich_je obywateli_ki na pastwę firm pożyczkowych a dalej i windykacyjnych. Ważne jest, żebyśmy wszyscy byli świadomi własnych praw.

W najbliższą sobotę jedziemy do Wałbrzych zrobić pilot akcji. Plakaty już wiszą, ulotki są wydrukowane, zespół zebrany. Po pół roku pracy z etapu planowania przechodzimy do realizacji. Trzymajcie za nas kciuki.

  1. Rada Okręgu.

Jak już wiecie od lipca zasiadam w radzie okręgu. Zadaniem rady jest m.in. pracować nad lokalnym programem. Z radną D.K. wpadliśmy na pomysł, żeby z prac nad programem uczynić serię debat, spotkań, rozmów z udziałem ekspertów_ek, ruchów miejskich, NGOsów oraz mieszkańców i mieszkanek Wrocławia. Chcemy się wsłuchać w głos pochodzący od ludzi, którzy są na pierwszej linii polityki miejskiej i na kanwie wniosków z tych spotkań pracować nad konkretnymi rozwiązaniami polepszające życie w naszym mieście.

Wstępnie ustaliliśmy sobie sześć dziedzin, o których chcielibyśmy rozmawiać: transport, mieszkalnictwo, edukacja, równość, kultura i ekologia. Już wcześniej zdarzało nam się pracować, wypowiadać w tych dziedzinach, więc będziemy poruszali się w znajomym środowisku, ale liczymy na to, że w konfrontacji z innymi podmiotami i mieszkańcami_kami urodzą się nowe pomysły na rozwiązania trapiących miasto problemów.

Kadencja RO kończy się w czerwcu przyszłego roku. Wychodzi nam po jedej dziedzinie na miesiąc. Już zaczęliśmy się przygotowywać do pierwszej. Ze względu na wejście w życie deformy ministry Zalewskiej pierwsza będzie debata o edukacji, ale już myślimy o następnej – równościowej, która zbiegnie się z Marszem Równości we Wrocławiu.

  1. Cental and East European Agora 2017. Krytyka Polityczna & Friends meeting.

To trochę wisienka na torcie. Zostałem poproszony jako przedstawiciel Razem z Wrocławia, żeby na tegorocznym zjeździe Krytyki Politycznej współprowadzić warsztat „Od miejskiego aktywizmu do polityki miejskiej” wspólnie z Barcelona en Comú (platforma społeczna rządząca obecnie w Barcelonie). Mam opowiedzieć o naszej, lokalnej kolacji z Partią Zieloni , o pracach nad nią oraz innych możliwych, miejskich sojuszach. Mimo, że będę poruszał się w znanym mi temacie nie da się do takiego działania podejść bez przygotowania. Chciałbym, żeby głos Razem wybrzmiał na tym spotkaniu jak najlepiej, jak najbardziej merytorycznie i żeby został zapamiętany.

Tak, mniej więcej przedstawia się mój nadchodzący czas. Z jednej strony obawiam się ilości pracy, którą sobie założyłem, że wykonam, ale z drugiej strony czuję, że będzie to bardzo satysfakcjonujące. Muszę też pamiętać, że nic z tego nie robię sam. Akcję „Nie daj się oskubać” przygotowuje zespół, który w szczytowym momencie miał 8 osób. Pracę nad cyklem spotkań koordynuje ze wspomnianą radną a działania delegujemy też na inne osoby. Mogę też liczyć na to, że osoby z okręgu pomogą mi przygotować się do Agory KP. To na co najbardziej liczę, jako efekt mojego działania to, to że coraz więcej ludzi będzie słyszało o Razem i naszym, socjaldemokratycznym przekazie. Mam nadzieję, że powolutku, człowiek po człowieku, powiat po powiecie przekonamy wyborców, że nie są skazani na duopol POPiS a alternatywa jest w zasięgu ręki.