Dlaczego PiSowi nie spada? Edukacja.

Podczas pracy nad debatą o edukacji, w ramach przygotowań wzięliśmy udział w debacie Nowoczesnej w tym samym temacie oraz spotkaniu z Dolnośląskim Kuratorem Oświaty Romanem Kowalczykiem. Były to doświadczenia skrajne, ale na ich bazie można wyciągnąć wnioski i formułować opinie, dlaczego w Polsce jest tak, jak jest.

IMG_20170909_163309

W debacie .N wzięły_li udział: Iwona Dyszkiewicz (Radna Powiatu Wrocławskiego), Jacek Iwancz (dyrektor szkoły) oraz Rebeka Czobor (członkini nowego, neoliberalnego węgierskiego ruchu Momentum). Mimo, że w debacie brali udział praktycy_czki (dyrektor i radna), dyskusja odbywała się na wysokim poziomie ogólności. Mogliśmy posłuchać, że szkoła powinna być wolna od polityki i otwarta światopoglądowo oraz, że powinno się wykorzystywać w niej nowe technologie. Rebeka Czobor powiedziała krótko o pomyśle na edukację: “Musimy zastanowić się, jakiej szkoły chcemy? Elitarnej czy egalitarnej? Należy postawić na szeroki dostęp do edukacji. W Momentum usiedliśmy wspólnie z ekonomistami, byłymi politykami, nauczycielami i pracowaliśmy nad programem dla edukacji”. Nie byłem w stanie wyłuskać z debaty odpowiedzi, co Nowoczesna planuje zrobić z obecnym stanem edukacji i jakie ma pomysły, a nie tylko deklaracje. Jednym z niewielu ogólnych pomysłów, który dało się z dyskusji wyłowić, było poleganie na nauczyciel(k)ach jako ostatnim bastionie obrony przed skutkami reformy. Ciekawe jednak jest to, jak .N wyobraża sobie wspieranie nauczycieli, skoro postuluje niekorzystne zmiany w Karcie Nauczyciela i zapowiada walkę ze związkami zawodowymi w ogóle.

20170911_170852_Film4

Spotkanie z Kuratorem Oświaty było doświadczeniem dosyć dramatycznym. Pomiędzy merytorycznym wkładem o samej reformie mogłyśmy między innymi posłuchać, że Jan III Sobieski uratował Europę przed uchodźcami, że “stara Europa” przekłamuje historię II Wojny Światowej, a Piłsudski jest przedstawiany na zachodzie jako dyktator. Jednak creme de la creme spotkania stanowiły przytyki pod adresem Grzegorza Schetyny z wypowiedzianym dosłownie: “Puknij się człowieku w czoło, bo ta głowa jest pusta”. Mniej więcej w takiej atmosferze mogliśmy posłuchać o tym, jak to Totalna Opozycja nie pozwala demokratycznie wybranemu rządowi rządzić i jedyne, na co ich stać, to donoszenie do Unii Europejskiej.
Jednak bardzo pouczające i tym bardziej przerażające były wypowiedzi odnoszące się bezpośrednio do reformy edukacji. Pomijając takie fragmenty, jak obwinianie niżu demograficznego zamiast reformy za zwolnienia nauczycieli_ek, czy obietnice zatrudnienia obecnych nauczycielek, bo część z nich odejdzie na wcześniejszą emeryturą bawić dzieci urodzone w wyniku 500+, z reszty wykładu wyłonił się dosyć ponury obraz kształtowania młodych umysłów a’la PiS.

Według Romana Kowalczyka uczeń_nnica wychodzacy_a z polskiej szkoły ma mieć “otwarty umysł, czyste ręce i prosty kręgosłup moralny”. Jak Kurator wyobraża sobie otwieranie młodych umysłów patriarchalnym do kości programem, nie udało mi się usłyszeć. Usłyszałem za to, jak według niego ma wyglądać ten “prosty kręgosłup moralny”. Bazując na wypowiedziach odnośnie podstawy programowej nauczania historii możemy zauważyć, że młody Polak (o Polkach nie było ani słowa) ma się uczyć o mężczyznach walczących w kolejnych wojnach i powstaniach, a także o tym, jakie to jest ważne, żeby za ojczyznę umrzeć. Pierwsza część “kursu historycznego” w klasach 4-6 ma opierać się na życiorysach wielkich Polaków (dalej żadnych Polek). Cytując za Kuratorem: “takich jak Mieszko I, Józef Piłsudski czy Jan Paweł II”.

Jednak jest coś, co pokazuje, dlaczego PiS utrzymuje dalej takie wysokie poparcie. Kurator opowiedział o ponad stu spotkaniach ze społecznościami szkolnymi w terenie. Za każdym razem tłumaczył zebranym, że reforma to odwrót od dotychczasowych praktyk, gdzie dzieci lekarzy i prawników szły do dobrych szkół, a nam, reszcie, pozostawały niedofinansowane placówki publiczne. Mówił też, że o każdą szkołę kuratorium walczyło “jak o demokrację”, a w niektórych miejscowościach dopiero wizyta kuratora wymogła konsultacje społeczne, podczas których okazywało się, że szkoły nie trzeba zamykać. Kurator stwierdził, że znalazł, tam w terenie, zrozumienie dla reformy. Nie wydaje mi się, żeby w tym momencie kłamał. Jestem w stanie wyobrazić sobie spotkanie w miejscu nigdy nieodwiedzanym przez żadnego polityka, na którym kurator mówi o poprawie polskiej szkoły, a zebrani mu wierzą. Patrząc na to, jak PO traktowała szkolnictwo przez lata swojego rządzenia, jestem w stanie przyjąć, że ludzie wierzą PiSowi, że to naprawi lub chociaż pogoni tych, którzy do tej pory niemalże śmiali im się w twarz.

Mamy tu z jednej strony Kuratora, który mówi liczbami, datami, spotkaniami i konsultacjami, a z drugiej miałką opozycję, która nie ma żadnych kontrpropozycji. Faktem jest, że polska szkoła od dawna wymaga reformy i dofinansowania. Do tej pory edukacja była w priorytetach rządu tylko wtedy, gdy w koalicji z PiSem był LPR. Przez wszystkie liberalne partie była traktowana jako wydatek, który trzeba wszystkimi sposobami ograniczyć. Nie dziwmy się więc, że PiS dostaje mandat zaufania, kiedy faktycznie “naprawia” polskie szkolnictwo.


To, że celem tej “naprawy” jest wykształcenie pokolenia niezdolnych do refleksji nacjonalistów i uległych, całkowicie poświęconych macierzyństwu kobiet, to temat na zupełnie inny wpis.

Reklamy

Ratujmy młodych informatyków!

Samozwańczy lider Zjednoczonej Opozycji, którego nie można krytykować, bo „kto nie skacze ten za pisem”, obwieścił plan naprawy polskiej gospodarki. W skrócie można go nazwać “pracujmy dłużej, ale płaćmy mniejsze podatki”. O ile jeszcze pomysł zwolnienia z podatku PIT osób po 67 roku życia może ma nawet jakiś sens, to już zwolnienia z ZUS i NFZ młodych pracowników (o ile założą firmę) wydaje się być przynajmniej naiwny.

Wiara w to, że nagle młodzi Polacy zaczną zakładać startupy i staniemy się nową, wschodnioeuropejską doliną krzemową, nie znajduje żadnego potwierdzenia w rzeczywistości. Na co dzień ta propozycja przekształci się w samozatrudnienie ludzi pracujących w firmach i ucieczkę z i tak już niedofinansowanego systemu zdrowotnego i emerytalnego.

Pomysł wydaje się być skierowany do młodej Biurowej Klasy Średniej (BKŚ), która jest w stanie zapewnić sobie prywatną opiekę medyczną (przy wsparciu zakładu pracy) i nie musi się martwić o wysokość zarobków na przyszłość (co mogłoby rzutować na wysokość ich przyszłych emerytur). Młodzi ludzie, pracujący już w tej chwili w dużej mierze na B2B, przywitają takie rozwiązanie z entuzjazmem, ale czy na pewno jest ono w ich interesie? Postępujące uelastycznianie rynku pracy jest drogą donikąd. Brak płatnych urlopów czy chorobowych może się odbić nawet na młodym organizmie, a w przypadku poważnego zachorowania samozatrudniona osoba zostaje całkiem poza systemem (ubezpieczenie zdrowotne w firmie nie obejmuje leczenia nowotworów). Obecny system emerytalny oparty jest na jego powszechności, lecz jego słabość polega na tym, że coraz więcej ludzi z niego ucieka. Jeżeli pozwolimy kolejnej grupie wypisać się z ZUS to ci, teraz młodzi ludzie, mogą żadnej emerytury nie zobaczyć. Pracując na B2B, jest się także pozbawionym wszelkich osłon socjalnych, o przynależności do związku zawodowego nie wspominając. Przedsiębiorca kontrakt z takim_ą samozatrudnionym_ą może rozwiązać z dnia na dzień i młody_a przedsiębiorczyni_ca zostaje na zupełnym lodzie na środku oceanu. Wydaje się, że PO proponuje takie rozwiązanie licząc na przeciągnięcie na swoją stronę przynajmniej część BKŚ, ale zupełnie nie liczy się z długookresowymi skutkami takiego działania.

Nie da się nie zauważyć, że ta propozycja skierowana jest głównie do młodych informatyków_czek, którzy_re już teraz w dużej części pracują w systemie B2B. Pytaniem granicznym jest: czy aby na pewno jest to grupa społeczna, która potrzebuje jakichkolwiek zwolnień z podatków? Nawet jeżeli są to ludzie bardzo młodzi, to nie zarabiają oni źle w porównaniu do innych zawodów. A jeżeli myślimy poważnie o realizacji socjaldemokratycznych postulatów, to musimy otwarcie przyznać, że to jest grupa, która będzie je finansowała. Należy zaznaczyć, że z zyskiem dla siebie, bo usługi publiczne dostarczane prywatnie są droższe od tych dostarczanych przez państwo. Niemniej jednak, to grupie zarabiającej w okolicach średniej podniesiemy podatki. Sam jestem przedstawicielem BKŚ i po wprowadzeniu progresywnego systemu podatkowego wg propozycji Razem będę płacił prawie 1000 zł podatku rocznie więcej (można to przeliczyć w naszym kalkulatorze). I jest to dla mnie jak najbardziej akceptowalne, bo widzę, że tylko w ten sposób, poprzez większą partycypację w kosztach osób zarabiających więcej niż 90% społeczeństwa uda się wprowadzać bardziej socjalną politykę. Każdemu młodemu człowiekowi wchodzącego w dorosłe życie powinno zależeć na tym, żeby wszyscy naokoło, razem z nim/nią samym_ą, płacili podatki. Przecież za chwilę będą szukać mieszkania – przydałoby się wynająć miejskie/gminne zamiast kupować od dewelopera. Możliwe, że po przekroczeniu wieku 25 lat będą chcieli mieć dzieci, więc przyda się żłobek, przedszkole. Bez podatków tego nie będzie. Nie będzie szkół, przedszkoli, dróg, parków, szpitali. Cytując klasyka: „Niczego nie będzie”.

Dlatego, młodzi_de informatycy_czki, podatki to nie jest zło wcielone. Dzięki podatkom i utrzymywanym z nich służbom publicznym macie siatkę bezpieczeństwa, w którą wpadniecie w momencie, w którym się okaże, że wasz “partner w biznesie” postanowi zrezygnować z waszych usług. A jeżeli wam się wydaje, że przecież “ja sobie poradzę”, to zapewniam Was, że życie bardzo szybko weryfikuje taką postawę. Możecie być “millionaires to be”, ale to nie zmienia faktu, że jesteście maksymalnie 6 miesięcy od bezdomności.

Central and East European Agora 2017

Cztery dni zleciały szybciej niż mogłem się spodziewać. Zanim jeszcze wsiądę do pociągu i wrócę do Wrocławia postaram się na szybko i na świeżo opisać moje główne spostrzeżenia, wnioski i pomysły jakie rodziły mi się w głowie podczas wykładów i warsztatów.

cee

„Południe już nie chce być wzorem do naśladowania”

Mniej więcej tak zdanie, wypowiedziane pół-żartem wybrzmiało na jednym z paneli. Nie wynikało ono jednak z poirytowania koleżanek i kolegów z krajów południowych spowodowanego ciągłymi pytaniami co robić, ale raczej troską o powodzenie myśli progresywnych w Europie środkowo-wschodniej. Podstawą socjaldemokracji są wartości: wolność, równość/sprawiedliwość i solidarność. Sposoby aplikacja tych wartości muszą jednak uwzględniać lokalne uwarunkowania. Rozwiązania stosowane np. w Barcelonie wcale nie muszą się przełożyć na te, które możemy wprowadzić we Wrocławiu. Jak najbardziej trzeba korzystać z wiedzy ludzi z południa, ale nie brać ich rozwiązań za ostateczne i pewne. Należy raczej, na podstawie ich doświadczeń wymyślić swoje.

Idźmy w regiony

Taką myśl wypowiedział Ludvig Duregard ze szwedzkiej organizacji Subtopia podczas sesji podsumowującej całe wydarzenia. Spędziliśmy cztery dni na rozmowach o polityce europejskiej, krajowej i bardzo dużo o polityce miejskiej. W niektórych wypowiedziach można było usłyszeć, że to przedstawiciele_ki dużych ośrodków miejskich muszą przyjąć na siebie kreowanie polityki krajowej. To duże miasta są kuźniami idei, pomysłów czy rozwiązań, które jednak nie zawsze znajdą zastosowanie na prowincji. Ludvig zauważył, że większość elektoratu mieszka na prowincji i powinniśmy tam skierować nasze działania. Nie należy jechać tam z gotowymi rozwiązaniami, ale aby tej części elektoratu wysłuchać, starać się zrozumieć i na tej podstawie oraz przy udziale tych społeczności budować socjaldemokratyczne rozwiązania.

Podczas wieczornego, nieformalnego spotkania opowiedziałem Ludvig’owi o naszym pomyśle na wyjście w teren – o akcji “Nie daj się oskubać”. Okazało się, że doświadczenie długów konsumenckich jest wspólne w całej Europie, i że jest to temat, który może być uniwersalnym w każdym europejskim kraju.

Doświadczenie wprowadzania progresywnych rozwiązań w Europie wschodniej jest wspólne

Z kolei rozmawiając z ludźmi z organizacji działających w naszych, wschodnio-europejskich warunkach wyłania się dosyć podobny obraz. Polityka zochydzona społeczeństwu do granic mmożliwości, brak lub szczątkowa partycypacja społeczna, neoliberalna narracja plus wpływy rosyjskie i wzrost znaczenia sił skrajnie prawicowych. Jak to określił Maciej Konieczny – z różnego kształtu puzzli układa się ten sam wzór. Lokalne uwarunkowania są różne, ale stoimy przed bardzo podobnymi wyzwaniami. Nasze wschodnio-europejskie doświadzenia różnią się od doświadczeń starej Europy. Bardzo ważnym jest zbudowanie mostów łączących wszystkie progresywne platformy działające na terenie dawnego bloku wschodniego. Tych doświadczeń nie znajedziemy w Hiszpanii czy Holandii, możemy uczyć się tylko od siebie nawzajem.

Co jeszcze wybrzmiało jako wspólne doświadczenie progresywnych organizacji z centralnej i wschodniej Europy to przymus odcinania się od doświadczeń komunizmu. Zanim w ogóle przejdziemy do rozmowy o socjaldemokratycznych rozwiązaniach musimy udowodnić, że nie jesteśmy fanami Stalina czy Lenina, nie będziemy organizować gułagów ani czynów społecznych.

Warsztat o polityce municypalnej

DIETk8iWsAErM6V

Fotografia pochodzi z tweet’a Piotra Czerniawskigo.

Doświadczenie z współprowadzenia z przedstawicielkami Barcelona en Comu warsztatu o polityce municypalnej jest nie do przecenienia i będzie na pewno jedną z ważniejszych rzeczy jakie wywiozę z Cieszyna.

Spotkałyśmy się wieczorem, dzień wcześniej, żeby omówić w jaki sposób chcemy ten warsztat przeprowadzić. Z uwagi na fakt, że nie zdarzyło mi się do tej pory działać w takiej formie całkowicie polegałem na propozycjach Laury i Yolandy*. Dostałem od nich scenariusz spotkania jakie zazwyczaj przeprowadzają, który zawierał cztery główne punkty: rys historyczny BeC, organizacja wewnętrzna i przygotowanie kampanii oraz stojące przed nami wyzwania. Na podstawie tych ogólnych założeń opracowałem dosyć luźno czym jako członek Razem Wrocław mogę się podzielić. Mając w głowie radę Laury, że informacje, którymi mam zamiar się podzielić mają być jak najbardziej użyteczne dla odbiorców opowiadałem o zagrożeniu wypaleniem przy zbyt dużym obłożeniu pracy, o strukturze Razem we Wrocławiu oraz o sposobie opracowywania lokalnego programu.

Niestety niezbyt dobrze podzieliliśmy czas wystąpień i nie udało nam się przedstawić wszystkich aspektów organizacji politycznego bytu na poziomie miejskim. Nie doszliśmy do przedstawiania strategii politycznych oraz strategii medialnych. 

*Laura Roth i Yolanda Sanchez – przedstawicielki Barcelona en Comu.

Stoimy wszyscy, całą Europą przed naprawdę wielkim wyzwaniem.

Naszym, progresywnych organizacji zadaniem jest odwrócenie trendu, który patrząc na wcześniejsze doświadczenia Europy prowadzi do terroru i wojny. Nie jest to zdanie proste. Nie jestem przekonany czy jeszcze wykonalne, ale alternatywą jest przyglądanie się jak świat, który znamy stacza się w otchłań rasizmu, ksenofobii i mniej lub bardziej brunatnych fantazji. Dzięki takim wydarzeniom jak CEE Agora mamy szansę na spotkanie w gronie, które swoje zadania określa dosyć podobnie – bardziej sprawiedliwa, bardziej równa i solidarna Europa. Mnie osobiście to spotkanie natchnęło nową energią do działania. Nie jesteśmy sami. Są ludzie, którzy już przebyli ścieżkę, którą kroczymy, są i tacy_kie, którzy_re kroczą za nami. Najważniejsze jest, że widać wyraźny, choć jeszcze słaby socjaldemokratyczny trend w polityce centralno- i wschodnio-europejskich krajów.

 

Plan na rok

Możliwe, że ugryzłem więcej niż jestem w stanie przeżuć, ale staram się wyrobić ze wszystkimi obowiązkami jakie na siebie przyjąłem. Przez najbliższe miesiące a najpewniej już do końca kadencji Rady Okręgu będę bardzo zajętą osobą.

  1. Nie daj się oskubać.

To nazwa akcji, którą organizujemy od ponad pół roku. Zaczęło się od rozmowy z kolegą podczas otwarcia razemowego biura we Wrocławiu. Kolega przeszedł właśnie procedurę upadłości konsumenckiej i rozmawialiśmy o jej zawiłości i niskiej dostępności. Dotarliśmy także do tematu firm windykacyjnych, które często bazując na nieznajomości prawa przez swoich klientów działają na jego obrzeżach a czasami nawet je łamią. Z uwagi na to, że ludzi z problemami finansowymi jest w polsce ponad 2 mln uznaliśmy, że jest to temat wart podjęcia.

Powstał pomysł na akcję informacyjną, żeby ludziom przybliżyć ich prawa w zetknięciu z firmami windykacyjnymi. Stworzyliśmy portal internetowy z informacjami o działaniach firm windykacyjnych, przedawnieniach oraz upadłości konsumenckiej. Stworzyliśmy także plakaty reklamujące stronę oraz ulotki z ww. informacjami „w pigułce”.

Untitled

Mamy zamiar odwiedzać miasta i miejscowości z kampanią informacyjną i rozmawiać z ludźmi na ulicach o ich problemach nie tylko związanych z finansami, ale mamy nadzieję wciągać w dyskusję o tym jak nasze państwo powinno być zorganizowane. Średnie zadłużenie, o którym mówimy to 14 tys. zł, czyli nie są to kredyty mieszkaniowe, ale pieniądze pożyczane na to, żeby „dociągnąć do pierwszego”. Często są to długi za usługi medyczne, wyprawki do szkoły czy losowe, niespodziewane wydatki. Przy państwie tak wycofanym ze sfery publicznej jak nasze zostawiamy swoich_je obywateli_ki na pastwę firm pożyczkowych a dalej i windykacyjnych. Ważne jest, żebyśmy wszyscy byli świadomi własnych praw.

W najbliższą sobotę jedziemy do Wałbrzych zrobić pilot akcji. Plakaty już wiszą, ulotki są wydrukowane, zespół zebrany. Po pół roku pracy z etapu planowania przechodzimy do realizacji. Trzymajcie za nas kciuki.

  1. Rada Okręgu.

Jak już wiecie od lipca zasiadam w radzie okręgu. Zadaniem rady jest m.in. pracować nad lokalnym programem. Z radną D.K. wpadliśmy na pomysł, żeby z prac nad programem uczynić serię debat, spotkań, rozmów z udziałem ekspertów_ek, ruchów miejskich, NGOsów oraz mieszkańców i mieszkanek Wrocławia. Chcemy się wsłuchać w głos pochodzący od ludzi, którzy są na pierwszej linii polityki miejskiej i na kanwie wniosków z tych spotkań pracować nad konkretnymi rozwiązaniami polepszające życie w naszym mieście.

Wstępnie ustaliliśmy sobie sześć dziedzin, o których chcielibyśmy rozmawiać: transport, mieszkalnictwo, edukacja, równość, kultura i ekologia. Już wcześniej zdarzało nam się pracować, wypowiadać w tych dziedzinach, więc będziemy poruszali się w znajomym środowisku, ale liczymy na to, że w konfrontacji z innymi podmiotami i mieszkańcami_kami urodzą się nowe pomysły na rozwiązania trapiących miasto problemów.

Kadencja RO kończy się w czerwcu przyszłego roku. Wychodzi nam po jedej dziedzinie na miesiąc. Już zaczęliśmy się przygotowywać do pierwszej. Ze względu na wejście w życie deformy ministry Zalewskiej pierwsza będzie debata o edukacji, ale już myślimy o następnej – równościowej, która zbiegnie się z Marszem Równości we Wrocławiu.

  1. Cental and East European Agora 2017. Krytyka Polityczna & Friends meeting.

To trochę wisienka na torcie. Zostałem poproszony jako przedstawiciel Razem z Wrocławia, żeby na tegorocznym zjeździe Krytyki Politycznej współprowadzić warsztat „Od miejskiego aktywizmu do polityki miejskiej” wspólnie z Barcelona en Comú (platforma społeczna rządząca obecnie w Barcelonie). Mam opowiedzieć o naszej, lokalnej kolacji z Partią Zieloni , o pracach nad nią oraz innych możliwych, miejskich sojuszach. Mimo, że będę poruszał się w znanym mi temacie nie da się do takiego działania podejść bez przygotowania. Chciałbym, żeby głos Razem wybrzmiał na tym spotkaniu jak najlepiej, jak najbardziej merytorycznie i żeby został zapamiętany.

Tak, mniej więcej przedstawia się mój nadchodzący czas. Z jednej strony obawiam się ilości pracy, którą sobie założyłem, że wykonam, ale z drugiej strony czuję, że będzie to bardzo satysfakcjonujące. Muszę też pamiętać, że nic z tego nie robię sam. Akcję „Nie daj się oskubać” przygotowuje zespół, który w szczytowym momencie miał 8 osób. Pracę nad cyklem spotkań koordynuje ze wspomnianą radną a działania delegujemy też na inne osoby. Mogę też liczyć na to, że osoby z okręgu pomogą mi przygotować się do Agory KP. To na co najbardziej liczę, jako efekt mojego działania to, to że coraz więcej ludzi będzie słyszało o Razem i naszym, socjaldemokratycznym przekazie. Mam nadzieję, że powolutku, człowiek po człowieku, powiat po powiecie przekonamy wyborców, że nie są skazani na duopol POPiS a alternatywa jest w zasięgu ręki.

Nie ma demokracji bez wyborców PiSu

Według ostatniego sondażu Oko Press PiS jeszcze umocnił swoją pozycję z 40% poparcia. Oznacza to, że nie zaszkodził im skok na sądy. Polkom i Polakom widać nie zależy na sądach, ale pewnie dlatego, że do tej pory i tak nie mogli_ły na nie liczyć. Jeżeli w sądzie pracy za bezpodstawne wypowiedzenie czeka się trzy, cztery lata na wyrok to nie można się dziwić, że nie pałają do tych instytucji miłością. Oczywiście teraz będzie jeszcze gorzej, ale albo nikt nie zdaje sobie sprawy z tego jak źle może jeszcze być, albo duża część społeczeństwa ma to po prostu gdzieś.

Nie pomaga na pewno Zjednoczonej Opozycji (dalej ZjedOp) to, że nie ma ona żadnego pomysłu jak społeczeństwo do siebie przekonać. Po pierwsze nie jest ona (ZjedOp) wiarygodna, bo składa się z ludzi, którzy już tyle lat siedzą na swoich stołkach i nic sensownego do tej pory nie zrobili_ły, więc dlaczego mieliby_ałyby zrobić to teraz? Po drugie brak jej jakiejkolwiek oferty dla potencjalnych wyborców. Abstrakcyjne hasła o obronie demokracji (mimo, że w skończonym czasie będą bardzo życiowe, ale – patrz ostatnie zdanie akapitu pierwszego) nie pociągną za sobą obywateli_ek jeśli ci widzą wyższą płacę minimalną, niższy wiek emerytalny, wzmożone kontrole w firmach przez PiP czy choćby kadłubkowe 500+. ZjedOp musiałby zejść ze swojego piedestału obrońców_czyń wolności, demokracji i europejskości i wsłuchać się w głos obywateli_ek. A ci/te mogliby_łyby powiedzieć im, że brakuje połączeń między prowincją a miastami gdzie trzeba pracować, leczyć się lub załatwić sprawę w urzędzie i dlatego trzeba jeździć starym Oplem i narażać się na drwiny, że „Niemiec płakał jak sprzedawał”. Mogłaby usłyszeć, że trzeba jeżdzić do tych dużych miast, żeby sie leczyć, bo zamknięto ostatni szpital w powiecie, ostatnią przychodnie w miasteczku. Mogłaby w końcu usłyszeć jak to świetnie się pracuje u ich kolegów, przedstawicieli rodzaju „Januszy byznesu”, gdzie prawa pracownicze to mit, ale za to mobbing i dyskryminacja to codzienna rzeczywistość.

Lwia część obywateli_ek nie chodzi na wybory dlatego właśnie, że polityka wygląda tak jak wygląda – jak walki dwóch plemion, w których już dawno nikt nie pamięta o co poszło, ale oni to ci źli a my to ci oświeceni, broniący prawdziwej Polski, więc bić się trzeba. Takie stawianie sprawy -jest PiS i anty-PiS też ZjedOp nie przysporzy poparcia, bo to trafia już tylko do przekonanych, że ten podział jest prawdziwy i słuszny. ZjedOp na pewno też nie służy traktowanie oponenta w sposób lekceważący, czy nawet obraźliwy. Niedaleko szukać przykładem jest ostatnia wypowiedź J.Owsiaka o posłance Pawłowicz, która nie dość, że seksistowska to pokazuje jeszcze stosunek liberałów do przedstawicieli partii rządzącej. Lekceważący, grubiański czy wręcz chamski.

Nie pomagają także takie „przezabawne” „memy” jak ten:

jarkacz 2

gdzie „to coś” to jakby nie było istota ludzka i minimum szacunku jej się należy (pomijając, że zdjęcie to fake). Czy wykorzystujące argumentum ad Hitlerum poczwary w tym stylu:

jarkacz 1

Uderzając w ten sposób, pogardliwy i bez szacunku dla ludzi jako takich w PiS uderzamy także w jego wyborców. Jakby nie było, po latach rządów liberałów część społeczeństwa zagłosowała na PiS i dalej go popiera. Część z tych wyborców na pewno się z PiSem zwyczajnie utożsamia i waląc w partię Kaczyńskiego takimi ohydnymi, poniżej poziomu ciosami walimy także w zwykłych ludzi, którzy chcą po prostu żyć odrobinę lepiej niż do tej pory. Jeżeli myślimy o tym,żeby część wyborców PiSowi odebrać, bo niegłosujący i tak nie zagłosują to musimy mieć dla nich jasną, socjalną ofertę oraz musimy przestać ich traktować jako „motłoch”, który „sprzedał Polskę za 500zł” i za te pieniądze „jeździ nad morze i szcza na wydmach”.

Obawiam się,że niestety ZjedOp nie jest zdolna do refleksji. Mam nieodparte wrażenie, że jej przedstawiciele nie rozumieją jak znaleźliśmy się w tej sytuacji. Co doprowadziło do tego, że mamy J.Kaczyńskiego sterującego z tylnego siedzenia państwem, Ziobrę rozmontowującego system sądowniczy, Macierewicza siedzącego po uszy w rosyjskim wywiadzie i ministra środowiska, który tnie puszczę na potęgę? W jaki sposób, więc mają znaleźć z tej sytuacji wyjście?

Przygotowanie do demonstracji

Ten blog ma pokazywać jak robi się politykę od kuchni. Jestem amatorem, więc ta kuchnia też jest amatorska, ale za to mogę wam pokazać naprawdę wszystko do samego dna. Dziś chciałbym pokazać jak przygotowywałem się do wystąpienia na kontrdemonstracji, którą zorganizowaliśmy 08 lipca we Wrocławiu do demonstracji Młodzieży Wszechpolskiej w sprawie przyjmowania uchodźców.

Pierwsze co zrobiłem to dobrze się zastanowiłem co właściwie chcę przekazać. Chciałem, żeby zebrani ludzie uświadomili sobie, że sytuacja, w której aktualnie znajdują się uchodźcy czy imigranci jest bardzo podobna do sytuacji Polek i Polaków na przestrzeni wieków. Przy różnych, mniej lub bardziej światowych zawieruchach zawsze ktoś z kraju musiał emigrować i zawsze znalazł się kraj, który naszych rodaków i rodaczki przyjmował. Zdecydowałem się oprzeć na trzech filarach: ostatnim sondażu IBRIS’u, z którego wynikało, że Polacy i Polki wolą wyjść z UE niż przyjmować uchodźców, wersie z hymnu oraz własnych doświadczeniach. Następnie napisałem sobie tekst, zawierający wszystkie powyższe założenia. Tekst jest przygotowany pod mówienie więc nie musi być spisany na 100%. Zwłaszcza, że w całości i tak nie będzie przeczytany, ale na jego podstawie będę mógł wygłosić przemówienie. Żeby lepiej się orientować w tekście w trakcie mówienia wytłuściłem i powiększyłem sobie hasła, na których miałem się opierać. Wyglądało to tak:

IMG_20170708_145456

Dzięki temu mogłem w każdej chwili spojrzeć na kartkę i wspomóc się wcześniej przygotowanym tekstem.

Przyszedł czas na przećwiczenie wystąpienia na głos, żeby zobaczyć czy przy mówieniu tekst będzie składał się w całość. Polecam nagrywanie siebie i późniejsze oglądanie, żeby wychwycić wszelkie niedoskonałości. Najpierw przećwiczyłem całość w domu.

Ten dziwny dźwięk w trakcie ćwiczenia to moje kotki, które nie bardzo się dogadują 🙂

Po kilkakrotnym obejrzeniu i naniesieniu poprawek próbowałem tekst, już przed samą demonstracją w biurze Razem. Mogłem skonfrontować swoją wypowiedź z żywymi ludźmi. Wielką pomocą było przetestowanie wystąpienia przed naszą rzeczniczką prasową – Magdą Owczarek. Jej uwagi były niezwykle cenne. Miałem też to szczęście, że nasza demonstracja miała być nagrywana, więc mogłem nagrać i próbę w biurze.

Po przećwiczeniu, przegadaniu, przetestowaniu i przepróbowaniu przygotowanego tekstu zostało go tylko wygłosić.

 

Jak pewnie zauważliście_łyście z 5 przygotowanych wejść (intro, IBRIS, hymn, ja jako emigrant i pożegnanie) wygłosiłem tylko 3. Od początku demonstracji zaczęły się nad wrocławskim rynkiem zbierać burzowe chmury i musieliśmy trochę przyspieszyć bieg wydarzenia. Nawet w wystąpieniach, które zmieściły się w czasie demonstracji widać duże różnice do tekstu założonego. Trzeba pamiętać, że demonstracja to żyjące wydarzenie i trzeba iść z jego rytmem. Jeżeli, któryś z przygotowanych wcześniej tekstów nie odpowiada już atmosferze należy je skrócić, wydłużyć, zmienić bieg tak by jej nie zepsuć. Należyte przygotowanie jest jednak podstawą do późniejszych zmian „w locie”.

Wszystkim, którzy chcieliby występować publicznie polecam przede wszystkim ćwiczyć. Nie ma innego sposobu na oswojenie się publicznością, barwą, tonem własnego głosu czy zachowaniem jak faktyczne występowanie na żywo. Przygotowanie się do tych wystąpień pomaga poradzić sobie ze stresem. Kiedy wiem, że mam wystąpienie spisane, przećwiczone i w razie czego mogę szybko zerknąć na ściągę daje mi to pewność siebie dzięki, której mogę sobie pozwolić na tzw. „flow”. Dzięki temu mam dobry kontakt z publicznością i mogę przekazać ludziom swoje zdania, myśli czy idee.

A całą demonstrację można obejrzeć na kanale Razem Wrocław na YouTube.

Zamordyzm nasz powszedni

Uczestniczę od początku tygodnia w protestach organizowanych przez wrocławski KOD przeciwko zmianom w sądownictwie. Napawa mnie nadzieją, że pod Pręgierz dzień w dzień przychodzi coraz więcej ludzi. Coraz większej liczbie osób zaczyna przeszkadzać to, w jaki sposób PiS rządzi krajem, coraz więcej z nas widzi, że jest to prosta droga do autorytarnych rządów na styl węgierski, turecki czy, pomijając pośredników, po prostu rosyjski. Ale potem spoglądam na najnowszy sondaż i widzę, że na partię rządzącą dalej chce głosować największa grupa Polek i Polaków. I nie rozumiem…. Sam nie pałam miłością do tzw. elit III RP i widzę w nich winnych obecnej sytuacji, ale sytuacja jest już podbramkowa. W państwie, które szykuje nam PiS, nikt, bez względu na to, czy głosował na nich czy nie, czy ich popiera czy nie, nie będzie bezpieczny. Pisowski walec przejedzie przez wszystkich.

Trochę mi się rozjaśniło kiedy natknąłem się na tego twitta  

twitt.PNG

I stają mi w głowie dwa pytania: czy ludzie są już tak przyzwyczajeni do codziennego zamordyzmu w miejscach pracy, że tak według nich powinna wyglądać metoda rządzenia państwem? Czy ludzie mają już tak dosyć tzw. „elit” rządzących nimi na co dzień w pracy, że z radością Jakuba Szeli patrzą, jak PiS się z nimi „rozprawia”?

Na pewno nie da się nie docenić faktu, że Polki i Polacy mają dosyć obecnej sytuacji, w której są sprekaryzowani_ne, nisko opłacani_ne, mobbingowani_ne czy najzwyczajniej w świecie molestowani_ne. Kiedy przedsiębiorca robi ci łaskę, wypłacając należne wynagrodzenie, kiedy tak naprawdę nie masz pewności, czy w ogóle je dostaniesz, to co możesz zrobić? Głosujesz na ludzi, którzy obiecują ci, że się z nimi rozprawią, a potem jeszcze aparatem propagandy pokazują, że to robią. Czy w tym momencie „dowalenie” elitom jest ważniejsze niż nasze własne być albo nie być? Bo jaka nas czeka przyszłość z PiSem u wiecznych rzadów, poza Unia Europejską – ale za to pod wpływami Rosji?

Na wtorkowej demonstracji słyszałem o motłochu, który sprzedał Polskę za 500zł. Pokazuje to, jak bardzo liberałowie nie rozumieją ludowego gniewu, który narastał przez ostatnie 20 lat, by wybuchnąć nam w twarz rządami PiSu. Ludzie zrozumieli, że nie muszą się godzić na wieczne upokorzenia i wmawiania im, że sami są winni swojej sytuacji. Szkoda, że dają temu wyraz niszcząc przy okazji coś dobrego, co udało nam się zbudować. Konstytucji nie trzeba zmieniać: wystarczy zacząć ją naprawdę stosować (art.2. i art.20.). Sądów nie należy niszczyć: wystarczy je zreformować. Z UE nie trzeba wychodzić – trzeba ją naprawić.

Z kolei na czwartkowej demonstracji już obyło się bez podobnych tekstów. Może jednak liberałowie są w stanie zrozumieć, że bez ludzi, którzy korzystają z 500+, nie będzie w tym kraju postępu, że zostawiając część obywateli za burtą sami sobie pisowskie rządy szykujemy. I nie pomogą wielotysięczne protesty w Warszawie, jeżeli nie będzie choć kilkuset osobowych w stolicach powiatów. A tak długo jak liberałowie będą mówili wykluczającym językiem, tak długo to się nie stanie.

Piłka jest po stronie liberalnej opozycji. Razem już tutaj nikogo więcej nie zmobilizuje, możemy co najwyżej podbijać przekaz. Czy liberałowie będą w stanie przyznać się do błędów i zamiast (jak na wtorkowej demonstracji) mówić sędziom „jesteście kastą i tak ma być” powie ktoś w końcu, że III RP nie była wolna od wypaczeń? Czy liberałowie są zdolni do autorefleksji? Bo bez niej nie uszczkniemy ani procenta z pisowskich 38%.